|
Pewnego razu dwóch świętych mężów wędrowało ścieżką przez las w pobliżu Neapolu. Na pochylonych głowach mieli głęboko naciągnięte kaptury, które ograniczały im w znacznym stopniu pole widzenia, kiedy tak szli mamrocząc modlitwy. Doszedłszy do wąskiego strumyka zatrzymali się.
Na brzegu stała młoda kobieta w nowych butach i długiej chłopskiej sukni. Nie mogła zdecydować się na przekroczenie strumyka, najwidoczniej obawiając się, ze zabrudzi sobie suknię. Jeden z mnichów bez chwili wahania podniósł ją i przeniósł na drugą stronę. Delikatnie postawił ją na ścieżce. Uśmiechnęła się do niego w podziękowaniu, a on skiną głowa. Następnie ruszył wraz z towarzyszem w dalszą drogę. Szli w milczeniu, wreszcie ów drugi mnich, niezwykle podekscytowany, przerwał je: „Jak mogłeś to zrobić?" - zapytał wykrzywiając z dezaprobatą twarz. Jego towarzysz pogrążony głęboko w myślach, spojrzał na niego zdumiony: „Co zrobić?" „Jak mogłeś dotknąć tej kobiet? Podniosłeś ją, trzymałeś ja i dotykałeś jej". „Och, a ty wciąż jeszcze niesiesz tę młodą kobietę? - odparł pierwszy mnich z iskrą rozbawienia w oku. - Ja ją zostawiłem godzinę temu".
Kiedy przydarza się nam coś, co wywołuje w nas stres a my nie przestajemy o tym myśleć nosimy to w sobie, wówczas nadajemy temu energię. Im więcej myślimy o tym zdarzeniu, tym więcej energii mu przydajemy, aż w końcu doprowadza to do jakiegoś urazu. Bardzo ważne jest, żeby umieć pewne rzeczy eliminować ze swojej świadomości. Drugim podstawowym sposobem radzenia sobie ze stresem jest uświadomienie sobie, że prawdziwą przyczyną stresu, nie są ani ludzie, ani frustracja, ani przeżycie, jakiego zawodu, ani strach, ani niespełnione pragnienie, ani też ciągłe spodziewanie się najgorszego. Najzwyczajniej świecie przyczyną stresu jest po prostu jedynie nasza własna postawa wobec tego wszystkiego.
|